Ja myślę, że Twój problem Otylio (dla ciekawostki jak spotykam się z tym imieniem to zawsze widzę przed oczyma Otylię Jędrzejczak

) polega na niewyładowanym i nie wykorzystywanym potencjale artystyczno kreatywnym.
Ja mam bardzo podobne odczucia względem rzeczywistości i znajomych co Ty.
Doszedłem do wniosku, że ,,cierpię" i problemy sobie stwarzam bo się właśnie nie rozwijam artystycznie. Ja mam artystyczną duszę. Wiem bo znam samego siebie. Wiem bo nie jedna osoba mi to powiedziała. Niezrozumienia otoczenia, niemożność pokonania pewnych blokad i ten cały mętlik reakcyjny na różne bodźce zewnętrzne to już ,,łodyga" kwiatu głównej przyczyny problemu, ale jeszcze nie ,,korzeń".
Spróbuj się pobawić jakoś w grafice komputerowej, poprzerabiać zdjęcia, weź instrument do ręki (jeśli jakikolwiek w domu posiadasz) poucz się grać, albo pobaw się w proste komponowanie choćby na zasadzie łączenia ze sobą różnych dźwięków po których pomyślisz, ,,ale ciekawy motyw stworzyłam !", weź aparat fotograficzny, nawet takiej niskiej klasy, spróbuj jakieś ciekawe fotki porobić, nie od razy jakieś klimatyczne, wypasione, na początku takie nawet z których treści i ujęć będziesz zadowolona, spróbuj namalować (narysować coś ciekawego), spróbuj napisać jakąś ciekawą dłuższą recenzję jakiegoś filmu, który ostatnio widziałaś czy płyty, którą przesłuchałaś, spróbuj sobie pośpiewać skupiając się na tym jak czujesz swój głos i czym on jest dla Ciebie itp. itd.
Ja np. zauważyłem, że jak napiszę jakiś dłuższy wywód o jakimś tam filmie czy to starym czy nowym i jestem z mojej wypowiedzi mocno zadowolony nie myślę już tak kłopotliwie o otoczeniu i jeśli po tym załóżmy wyjdę na miasto oraz znajomych spotkam już czuję się przy nich znacznie lepszy i bardziej dowartościowany. To samo kiedy w domu sobie pośpiewam głosem z którego barwy i ustawiania będę zachwycony. Nawet jeśli w takich sytuacja wiem, że coś tam u znajomych mi przeszkadza staje się już to dla mnie małym pryszczem.
Natomiast kiedy swój kreatywny rozwój zaniedbuje znów jak nie depresja to jakieś głupie dylematy czy złudzenia powracają.
Też mam czasem kłopoty z rodzicami w domu, ale jakoś z tym żyję. To samo jeśli chodzi o to nagłe spotkanie ,,starego znajomego" i prostego pytania ,,co tam u ciebie?"
Wielu moich znajomych skończyło studia i otrzymało, albo tytuły magistrów, albo chociażby licencjat. Wielu pracuje i niektórzy całkiem nieźle zarabiają (dużo z nich jest w innym mieście, albo za granicą), wielu jest w małżeństwach, niektórzy już dzieci mają.
Z NK chociażby ciągle się dowiaduje, że a to jakiś kolega z podstawówki się ożenił, a to koleżanka ze średniej urodziła, koleżanka z podst. za granicą jest, kolega ze średniej ukończył studia z wyróżnieniem itp.
Czy o mnie można cokolwiek powiedzieć z tych rzeczy? NIE ! I co ja powiem jeśli np. koleżanka ze średniej, która żoną i matką już jest spotka mnie i zapyta ,,a co tam u ciebie?"
Zazdroszczę np. moim kumplom, którzy pracują w innym mieście i mieszkają ze swoimi dziewczynami, a ja jeszcze muszę żyć u siebie z rodzicami.
Ja swojej drugiej połówki szukam już 14 lat (szczylęcego wieku nie liczę, jestem rocznik 84),
do dziś się szczęście do mnie nie uśmiechnęło choć kiedyś do tego naprawdę niewiele brakowało !
Czyli jak widać nie jesteś w tym sama! Jednak jak np. zajmę się czymś co mnie artystycznie umysłowo rozwija moje problemy stają się o wiele mniejsze.
Nawet w skupianiu się w książkach, filmach i muzyce na rzeczach, które mnie ,,leczą", rozluźniają, podobają się na jak najdłuższą metę, które koją moją duszę są dla mnie idealną kuracją życiową.