Nizahe napisał(a):
ostatni - jest gosciem ktory wypruwa sobie flaki by zyc inaczej niz idioci, ktorych zdazyl okielznac i zrozumiec. Jest kims kto kosztem zdrowia dokonuje rzeczy skrajnie poteznych (nie jest to idealizacja). Pojechal do norwegii w ciemno - majac 300k dlugu. Malo nie zamarzl, spal w samochodzie dwa tygodnie (zima) - jezdzil od miasta do miasta i szukal pracy - nie majac niczego konkretnego... - jedynie troche jedzenia, paliwa, pieniedzy. Teraz zapieprza (ma najlepsza place w miejscu, w ktorym pracuje) - zarabia dziesiatki tysiecy miesiecznie, kupil swojej kobiecie samochod, splaca wszystkie zaleglosci - wysyla rodzicom (ktorzy ledwo ciagna) kase, wspomaga moja edukacje, ostatnio zrobil sobie operacje (w tajemnicy przed 99% ludzi, ktorych zna). Radzi sobie, zyje - jest kur*wsko silny.
-------------
Moj brat jest szczesliwy... - nie mozna mu zarzucic DD.
Cholera, czemu tak Ciezko Ci to zaakceptowac?
Czlowiek ktory od poczatku jest nastawiony na NIE bedzie szukac powodow zamiast ruszyc dupe. To co prezentujesz to powody - to co zaprezentowal moj brat - jest dzialaniem. Sama ocen kto i gdzie upada, kto jest czlowiekiem godnym poszanowania. Dom alkoholowy - nie zawsze oznacza dysfunkcje. Nie ma czegos takiego jak dysfunkcja... - to tylko pieprzony Twór. Wszystko to socjalizacja, bagatelizowanie od problemu oznacza problem.
Gdybym mu zaczal prawic o jego mechanizmach - wtedy bylby gosciem nieszczesliwym, jak my.
Moze jest inny, zmieniony - ale definitywnie to co robi - skutkuje. Skoro skutkuje - to w czym tkwi problem? Nie rozumiem?
To tylko Twoja ocena szczescia widziana z Twojej perspektywy Nizahe.
Bo z perspektywy szczescia widzianego jako rownowaga wewnetrzna i poczucie sensu to co Ty opisujesz jest niczym. Praca kosztem siebie i wlasnego zdrowia moze byc tylko ucieczka, wyparciem a nie prawdziwym efektem osiagniecia
czegoś w zyciu. Dla mnie mozliwosc kupowania samochodow sobie i bliskim i wspieranie szkoly innych mlodych ludzi, nie stanowi wybitnej wartosci. Owszem to jakis dowod, ze opanowalismy podstawowe umiejetnosci radzenia sobie w zyciu, ze mamy zasoby, umiemy zapanowac nad podstwa egzystencji i sie sami utrzymac na jakims tam poziomie. Ma to jakas podstawowa wartosc, ale nie wiem czy to jest wszystko co wazne i czego szukamy w zyciu.
A z dawaniem innym wartosci materialnych mam wciaz taki klopot, ze dajac odbiera sie, np. takiemu mlodemu czlowiekowi czy partnerowi - odbiera sie szanse na wziecie sie samemu w garsc i uwierzenie we wlasne sily i wlasne dokonania.